Z przyjemnością dzielę się moim nadchodzącym artykułem w czasopiśmie International Higher Education, przedrukowanym za zgodą. Międzynarodowa migracja studencka od dawna jest jedną z najpopularniejszych form mobilności transgranicznej — jednak niektóre kraje podjęły ostre kroki w celu jej ograniczenia. Ten artykuł stosuje wnioski o “perswazji przez lepsze projektowanie polityk” z In Our Interest do wyjaśnienia, dlaczego migracja studencka zazwyczaj działa politycznie i jak złe polityki mogą zniszczyć ten konsensus.
Cykl sprzeciwu i kontrodpowiedzi na imigrację przekształca globalną politykę. Jednak jedna forma imigracji od dawna cieszy się niezwykle szerokim poparciem: międzynarodowa migracja studencka. Studenci płacą czesne, zapełniają sale wykładowe, pobudzają lokalne gospodarki, a wielu zostaje, by stać się wykwalifikowanymi pracownikami. W większości demokracji opinia publiczna postrzegała studentów zagranicznych przychylnie — nawet gdy postawy wobec imigracji w ogóle się pogarszały.
Ten konsensus jednak zaczyna się kruszyć. Kanada, Wielka Brytania i Australia — trzy z najważniejszych światowych destynacji dla studentów zagranicznych — podjęły kroki w celu ograniczenia imigracji studenckiej w ciągu ostatnich kilku lat. Co się stało? I co to mówi o tym, jak demokracje mogą skuteczniej zarządzać imigracją?
Badania w demokracjach pokazują, że wyborcy w dużej mierze dbają o swoich rodaków i preferują polityki imigracyjne, które przynoszą korzyści ich krajom. Poparcie publiczne dla imigracji rośnie, gdy polityki są “wyraźnie korzystne” — gdy zwykli obywatele mogą dostrzec, w praktycznych kategoriach, jak imigracja służy interesowi narodowemu.
Większość wyborców nie jest ani bezwarunkowo wroga, ani bezwarunkowo gościnna wobec imigracji. Zdecydowana większość ma warunkowe preferencje, popierając ją, gdy wierzą, że system działa, i sprzeciwiając się, gdy tak nie jest. Ale sama perswazja przez lepsze komunikaty nie wystarczy — to, co zdobywa zaufanie wyborców, to lepsza polityka.
Dlaczego migracja studencka (w większości) działa
Międzynarodowa migracja studencka jest dobitną ilustracją tego podejścia. Migracja studencka jest w przeważającej mierze popularna. Jej popularność wynika z faktu, że studenci wnoszą pieniądze do publicznie finansowanych uniwersytetów, ożywiają społeczności, w których studiują, i oczekuje się, że będą wykwalifikowani po ukończeniu studiów. Co ciekawe, najbardziej prominentną obawą ludzi dotyczącą studentów zagranicznych nie jest ich wpływ na kraj goszczący, ale możliwość, że studenci mogą wrócić do domu zamiast zostać i wnieść swój wkład.
W Stanach Zjednoczonych studenci zagraniczni wnoszą ponad 40 miliardów dolarów do gospodarki rocznie. W Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Australii czesne zagranicznych studentów efektywnie subsydiuje koszt edukacji studentów krajowych. Poza przychodami ci, którzy zostają po ukończeniu studiów, przyczyniają się do innowacji i zapełniają niedobory na rynku pracy. Ci, którzy wracają do domu, tworzą trwałe sieci i rozprzestrzeniają kulturę kraju goszczącego. Ta kombinacja wkładu ekonomicznego i instytucjonalnej uporządkowaności — studenci przybywają legalnym kanałem z jasnym gatekeepingiem ze strony uniwersytetów — czyni migrację studencką intuicyjnie atrakcyjną w całym spektrum politycznym, podobnie jak szersza migracja wykwalifikowanych pracowników.
Gdy konsensus się rozpada
Kanada oferuje najbardziej dramatyczną przestrogę. Jej populacja studentów zagranicznych mniej więcej potroiła się w ciągu dekady, przekraczając milion do 2023 roku. Znaczna część tego wzrostu była napędzana nie przez selektywne uniwersytety, ale przez uczelnie — w tym wiele, które kanadyjski minister imigracji określił mianem “fabryk dyplomów” — które zapisywały studentów na niskiej jakości programy, gdzie główną wartością było pozwolenie na pracę po ukończeniu studiów i ścieżka do stałego pobytu, a nie edukacja sama w sobie.
Gdy sprzedawanym produktem staje się status imigracyjny zamiast edukacji, wyraźne korzyści migracji studenckiej wyparowują. Studenci płacili wysokie opłaty za programy z minimalną instrukcją, mieszkając w zatłoczonych mieszkaniach na przedmieściach jak Brampton i Surrey, i pracując na wielu etatach z kiepskimi perspektywami zatrudnienia. Lokalne społeczności ponosiły widoczne koszty — presję mieszkaniową, nadwyrężoną infrastrukturę — bez widzenia odpowiadających korzyści.
Poparcie publiczne dla imigracji — wcześniej powód do dumy Kanadyjczyków — gwałtownie spadło w tym, co obserwatorzy opisali jako najostrzejszą zmianę postaw imigracyjnych w Kanadzie w historii sondaży tego kraju. W rezultacie rząd kanadyjski zdecydował się nałożyć limit na nowe pozwolenia na studia w 2024 roku, co pomogło, ale nie rozwiązało w pełni sytuacji ani nie odbudowało w pełni zaufania ludzi.
Podobne dynamiki rozwinęły się w Wielkiej Brytanii i Australii, gdzie szybki wzrost liczby studentów — wzmocniony wzrostem wiz dla osób towarzyszących w Wielkiej Brytanii i słabo regulowanym sektorem kształcenia zawodowego w Australii — podważył zaufanie publiczne do systemu migracji studenckiej. W obu krajach rządy podjęły kroki w celu zaostrzenia restrykcji, a debata polityczna przesunęła się z pytania, czy studenci zagraniczni są mile widziani, na pytanie, czy system wymknął się spod kontroli.
We wszystkich trzech krajach sprzeciw podąża za wzorcem spójnym z podejściem wyraźnych korzyści. Migracja studencka stała się politycznie toksyczna nie dlatego, że wyborcy nagle zwrócili się przeciwko edukacji czy zagranicznym studentom, ale dlatego, że porażki w projektowaniu polityk — fabryki dyplomów w Kanadzie, luka wizowa dla osób towarzyszących w Wielkiej Brytanii, nieuregulowany sektor zawodowy w Australii — zerwały więź między migracją studencką a widocznymi korzyściami publicznymi. Gdy studenci przyjeżdżają po edukację i zostają ze względu na umiejętności, system działa. Gdy system edukacji staje się tylnym wejściem imigracyjnym, zaufanie się załamuje.
Osobliwy przypadek Niemiec
Niemcy oferują uderzający kontrast — ale być może kruchy. Ich publiczne uniwersytety zapewniają efektywnie bezpłatne szkolnictwo wyższe dla wszystkich studentów, w tym tych spoza UE — subsydia podatników, które mogłyby się wydawać politycznym zapalnikiem. Jednak studenci zagraniczni w Niemczech jak dotąd generowali stosunkowo niewiele kontrowersji.
Niemieckie uniwersytety wciąż utrzymują rygorystyczne standardy akademickie bez dużego, słabo regulowanego sektora prywatnych uczelni obchodzącego system — choć rosnący sektor prywatny coraz częściej obsługujący studentów zagranicznych wymaga monitorowania. Ścieżka po studiach wiąże dalsze zamieszkanie z uzyskaniem kwalifikowanego zatrudnienia. Ustawa o Imigracji Wykwalifikowanych z 2023 roku nawet rozszerzyła możliwości pracy dla zagranicznych absolwentów — nie jako ustępstwo imigracyjne, ale jako strategia konkurencyjności ekonomicznej mająca zaradzić dobrze udokumentowanemu niedoborowi wykwalifikowanych pracowników w Niemczech. A ponieważ krajowi studenci również nie płacą czesnego, studenci zagraniczni nie są postrzegani jako otrzymujący specjalne traktowanie.
Stabilność Niemiec nie powinna być jednak mylona z nieuchronnością. Gdyby niemieckie uniwersytety — lub równoległy sektor prywatny — zaczęły wykorzystywać programy studiów głównie jako ścieżki imigracyjne dla obcokrajowców, poza demokratycznym nadzorem i dopasowaniem do rynku pracy, mogłaby nastąpić taka sama erozja zaufania. Rosnąca antyimigracyjna platforma AfD nie zaatakowała jeszcze konsensusu o bezpłatnym czesnym dla zagranicznych studentów, ale to nie znaczy, że nie zaatakuje — szczególnie jeśli porażki polityczne dadzą jej ku temu okazję. Lekcja nie polega na tym, że Niemcy znalazły trwałe rozwiązanie, ale że ich system obecnie utrzymuje warunki, w których migracja studencka pozostaje wyraźnie korzystna: prawdziwa jakość edukacji, powiązanie z rynkiem pracy, stopniowy wzrost i framing podkreślający wzajemne korzyści.
Co to oznacza dla szkolnictwa wyższego
Dla profesjonalistów szkolnictwa wyższego centralna lekcja brzmi: nie należy traktować popularności studentów zagranicznych jako oczywistości. Poparcie publiczne, jakim tradycyjnie cieszy się migracja studencka, jest warunkowe — zależy od tego, czy system działa z korzyścią dla obywateli, oprócz studentów, jak reklamowano. Gdy uniwersytety lub rządy priorytetyzują liczby studentów i przychody ponad jakość edukacji i dopasowanie do rynku pracy, lub przejmują rolę urzędów imigracyjnych, podważają same fundamenty tego poparcia.
Sprzeciw w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Australii nie jest dowodem, że migracja studencka jest z natury niepopularna lub że ksenofobia przenika wszystko. Jest dowodem, że źle zaprojektowane polityki migracji studenckiej stają się niepopularne — rozróżnienie o ogromnych praktycznych implikacjach.
Oczywiście replikowanie niemieckiego modelu czesnego nie jest wykonalne w większości krajów, gdzie opłaty studentów zagranicznych efektywnie subsydiują edukację krajową. Ale rządy mają dostępne dźwignie projektowe: rygorystyczną akredytację, która zamyka programy funkcjonujące głównie jako ścieżki imigracyjne, prawa do pracy po studiach powiązane z kwalifikowanym zatrudnieniem zamiast przyznawane automatycznie, i wzrost zapisów skalibrowany do zdolności mieszkaniowych i rynku pracy. Żadne z tych rozwiązań nie wymaga eliminacji korzyści przychodowych ze studentów zagranicznych. Wymagają one upewnienia się, że model przychodowy nie pochłania modelu edukacyjnego.
Międzynarodowa migracja studencka może pozostać popularna z założenia, ale tylko jeśli systemy szkolnictwa wyższego i rządy wykonują pracę utrzymywania jakości, przejrzystości i widocznych korzyści. Kraje, którym się to uda, przyciągną globalny talent, wzmocnią swoje uniwersytety i zbudują trwałe poparcie publiczne. Kraje, którym się nie uda, odkryją — jak już odkryły Kanada, Wielka Brytania i Australia — że nawet najpopularniejsza forma imigracji może stać się toksyczna, gdy wyborcy dojdą do wniosku, że system nie działa już w ich interesie.
