Zastrzeżenie: Ten post jest bardziej osobisty niż zwykle. Planuję, że będzie częścią większej serii o Japonii, więc miejmy nadzieję, że nie będzie to po prostu kolejny tekst typu „Amerykanin odkrywa, że transport publiczny nie musi być kiepski — albo że dolar sięga dalej za granicą”. Ale czasem może tak zabrzmieć, bo entuzjazm jest prawdziwy. Japonia jest niesamowita i nie mogę przestać o niej myśleć. Tak, moja partnerka jest zazdrosna, a moi koledzy przewracają oczami — ale to prawda.
Jak niektórzy z was wiedzą, w zeszłym roku spędziłem jesienny urlop sabatowy1 jako wizytujący badacz na Uniwersytecie Tokijskim. Była to pochopna decyzja wywołana jedną rozmową z osobą, z którą teraz współpracuję, a której wcześniej nie spotkałem, ale ostatecznie zmieniła moje plany życiowe i trajektorię całego mojego programu badawczego. Mój tokijski sabbatical nie był tylko produktywnym i przyjemnym wyjazdem badawczym, ale zmianą sposobu, w jaki myślę o różnicach kulturowych, korzyściach z imigracji i zagrożeniu wyludnianiem w Ameryce i Europie.
Oczywiście nie tylko ja zdecydowałem się nagle pojechać do Japonii. W ciągu ostatnich lat, a zwłaszcza od ponownego otwarcia kraju po pandemii, ludzie z całego świata podróżowali do Japonii w poszukiwaniu nowości i zachwytu. Według niektórych obserwatorów jest to jedno z najbardziej kulturowo odmiennych miejsc dla Amerykanów i Europejczyków. Według innych to kraj, w którym tradycja i nowoczesność współistnieją w widoczny sposób: drewniane łaźnie dwa przecznice od oświetlonych neonem salonów gier lub ręcznie ciągnięty makaron w piwnicy wieżowca biurowego serwowany przez robota.
Prawda jest bardziej przyziemna. Japonia to niezwykle normalna, zaawansowana demokracja ze znajomymi problemami po latach stagnacji gospodarczej i starzenia się: rozczarowujące płace, obciążenie zdrowia psychicznego, frustracja wobec status quo, spadek populacji, a teraz również partie antyimigracyjne. Właściwie twierdziłbym, że atrakcyjność Japonii dla osób z zewnątrz wynika dokładnie z tego, że jest ostatecznie najbardziej „normalnym” krajem na świecie, który umie adaptować się do naszego ciągle zmieniającego się otoczenia i robić znajome rzeczy — od jedzenia i kąpieli po whisky i odzież — lepiej.
Faktycznie, im więcej czasu spędziłem w Japonii, tym bardziej widziałem, że wydawała się „dziwna” i „szalona” dla wielu zachodnich ludzi nie dlatego, że była egzotyczna, ale po prostu dlatego, że wszystkie możliwe normalne rzeczy tam dobrze działały. Nic z tego nie było mistyczne ani zakorzenione w jakimś stałym czy tajemniczym narodowym charakterze kraju. To, co zrozumiałem, to fakt, że chodziło głównie o normy społeczne i wybory polityczne rządu, które sprawiały, że codzienne życie było przewidywalne i bezproblemowe. Ale pytanie, które pozostało ze mną od wyjazdu z Japonii, brzmi: czy te dobre rzeczy mogą przetrwać.

Dlaczego Japonia jest taka niesamowita
Nie spotkałem jeszcze kogoś, kto pojechał do Japonii i był rozczarowany swoim doświadczeniem. Jest coś, co każdy może polubić — od pięknej, dziewiczej przyrody po przemyślaną urbanistykę, nie wspominając o oczywistych rzeczach jak anime, moda czy kultura gorących źródeł, które sprawiają, że ludzie w ogóle chcą jechać do Japonii.
Jako jeden trafny przykład, porozmawiajmy o jedzeniu. Jeśli zależy wam na dobrym jedzeniu jak mnie, Tokio jest nie do pobicia. Moglibyście próbować innej restauracji każdego dnia do końca życia i wciąż nie wyczerpalibyście opcji — jest teraz około 160 000 restauracji w mieście. Niektóre mają gwiazdki Michelin, inne to maleńkie bary z ladą, niektóre są tematyczne do granic absurdu.

Poza Tokio jakość i różnorodność restauracji wciąż są niezwykłe. Celowo wyjeżdżałem w badania terenowe do podupadających regionów, a nawet tam opcje gastronomiczne były lepsze niż to, co generalnie znajdowałem w porównywalnych miejscach w Europie czy Ameryce. Szczególnie polubiłem japońskie jedzenie na pocieszenie i lokalną interpretację różnych dań chińskich i syczuańskich.

Co to tłumaczy? Choć kuszące jest powiedzenie, że jedzenie zawsze było ważne w kulturze japońskiej, istnieją bardziej przyziemne i identyfikowalne powody, dla których jest tak wiele dobrych restauracji wszędzie. Dużo z tego, na przykład, wynika z zagospodarowania przestrzennego.
Posłuchajcie. Podobnie jak wielu, wielu, wielu ludzi przede mną, doświadczenie życia w Japonii zradykalizowało moje poglądy na strefowanie w Ameryce i niezliczone regulacje, które duszą małe przedsiębiorstwa. Warto ponownie podkreślić: powodem, dla którego jest tak wiele świetnych małych restauracji na piątym piętrze wieżowca w Tokio czy przytulnych kawiarni, które wyglądają jak czyjś salon, jest to, że często nimi są. W strefach mieszanego przeznaczenia zazwyczaj legalne jest prowadzenie działalności we własnym domu, a rezultatem jest nieskończona rotacja kreatywnych, niedrogich i osobliwych miejsc, które sprawiają, że miasta tętnią życiem.

Dlaczego jednak Japonia wydaje się taka normalna
Jako Amerykanin, który urodził się w Związku Radzieckim i mieszkał w Europie Zachodniej, nigdy tak naprawdę nie wierzyłem w dychotomię „kolektywistyczny Wschód kontra indywidualistyczny Zachód”, ale pobyt w Japonii wyleczył mnie z niej całkowicie. Na co dzień Japonia często wydaje się większości Amerykanów bardziej znajoma niż Niemcy, Francja, Włochy czy nawet Wielka Brytania. Nie, niestety suszarki są tak samo wolne jak w Europie, ale większość miejsc ma klimatyzację, a lód pojawia się domyślnie w każdym napoju. I — choć niekoniecznie to popieram — gdy wyjdziecie poza centralne Tokio, natkniecie się na szerokie stroad-y, stacje benzynowe i parkingi, które mogłyby być równie dobrze w New Jersey. Nawet gniazdka elektryczne są takie same.
Porozmawiajcie z ludźmi, a podobieństwa stają się jeszcze wyraźniejsze. Pomimo dawnej technologicznej dominacji i futurystycznego wizerunku, każdy w Japonii nosi teraz iPhone’y i inne gadżety zaprojektowane w USA. Rodzice martwią się o koszty opieki nad dziećmi i jakość szkół. Dorosłe dzieci żonglują opieką nad rodzicami. Młodzi pracownicy narzekają na czynsz, dojazdy i szefów. Nastolatki kłócą się z rodzicami o czas spędzony przed ekranem. I tak… ludzie coraz częściej narzekają też na obcokrajowców i niektórzy nawet głosują na antyimigracyjnych polityków.
Rozróżnienie kolektywizm/indywidualizm czy różne wyjaśnienia kulturowe nie pomagają tu zbytnio. Tym, co jest inne, są nieformalne normy społeczne i formalne reguły instytucjonalne, a nie mentalność ludzi sama w sobie. Pociągi w Japonii są niezawodne i ciche, bo ludzie oczekują, że będą niezawodne i ciche, a pracownicy kolei to podtrzymują, bo mają do tego zachęty. Małe biznesy i osobliwe kawiarnie mnożą się, bo zagospodarowanie przestrzenne na to pozwala, nie dlatego, że ludzie tutaj są koniecznie bardziej kreatywni czy przedsiębiorczy.
Dlaczego ta wyjątkowość i normalność mogą nie przetrwać
Niestety, te dobre rzeczy mogą nie trwać zbyt długo. Proponowany plan badawczy na mój sabbatical polegał na badaniu japońskiej polityki imigracyjnej w kontekście spadku populacji, więc znałem podstawowe statystyki niskich wskaźników dzietności w Japonii, szybkiego starzenia się, wyludniania się wsi i upadku systemu emerytalnego. Jednak wyruszenie poza Tokio i zobaczenie na własne oczy opuszczonych domów i pustoszejących szkół podstawowych rozsianych wszędzie, wraz z wysłuchaniem osobistych historii o starych ludziach umierających samotnie, skłoniło mnie do poważniejszego myślenia o globalnym trendzie depopulacji i jego wpływie na politykę i ludzki dobrobytu.
Depopulacja, a nie przeludnienie, jest realnym problemem i nie jest z natury ani lewicowy, ani prawicowy. Byłem tego świadomy od lat, ale pobyt w Japonii uczynił abstrakcyjne liczby konkretnymi w sposób, w jaki wykresy nigdy nie mogły. To temat, o którym niedawno pisałem, i spodziewam się, że będzie się pojawiał w mojej pracy częściej w nadchodzących miesiącach. Powiązane problemy niskiej dzietności i starzenia się są już istotnymi kwestiami politycznymi w Japonii i powinniśmy oczekiwać, że staną się centralnymi pytaniami politycznymi wszędzie indziej szybciej, niż większość ludzi myśli.
Niektórzy zwolennicy „de-wzrostu” wskazują na Japonię jako dowód, że można być zamożnym i szczęśliwym bez dążenia do produkowania więcej. Ale to, co naprawdę obserwujemy, to nagromadzone korzyści z przeszłego wzrostu i dyfuzji technologicznej — rezultat wcześniej zbudowanej infrastruktury, wysokiego zasobu kapitału, silnych instytucji i niezawodnych globalnych przepływów handlowych. Obiektywnie rzecz biorąc, standardy życia w Japonii są już zbyt niskie, zwłaszcza w stosunku do jej potencjału. Bez większej liczby młodych pracowników historia wkrótce stanie się historią powolnego upadku, a nie stabilnej alternatywnej ścieżki.
Imigracja jako sposób na spowolnienie upadku?
Wbrew staremu stereotypowi, że Japonia jest etnicznie homogenicznym krajem, który „nie może” przyjąć obcokrajowców z powodu głęboko zakorzenionej ksenofobii, ostatnia trajektoria wygląda inaczej. Jednym z głównych powodów jest to, że sytuacja demograficzna jest tak dramatyczna, że rząd praktycznie nie miał innego wyboru, jak przyjąć więcej imigrantów. Populacja zagranicznych pracowników w Japonii mniej więcej się poczworotniła od 2007 roku, przekraczając 2 miliony — niezwykła zmiana, biorąc pod uwagę jej długą historię minimalnej imigracji. Jak niedawno zauważył Noah Smith, nie jest też jasne, na ile etnicznie homogeniczna Japonia naprawdę kiedykolwiek była.
Pragmatyczne i stopniowe podejście Japonii — faworyzujące wjazd powiązany z pracą, często tymczasowy, nad stałym pobytem i humanitaryzmem — ma krytyków, ale prawdopodobnie pomogło zminimalizować reakcję zwrotną i zbudować tolerancję dla wyższych napływów. Czy poparcie przetrwa i czy wyborcy zaakceptują bardziej stałe ścieżki w miarę wzrostu liczb, pozostaje otwartym pytaniem. Istnieje już rodząca się partia antyimigracyjna, jak w wielu krajach europejskich, choć jej zdolność do utrzymania lub rozszerzenia wpływów jest niepewna.
Powszechnie uznaje się, że wysoko wykwalifikowana imigracja napędza wzrost gospodarczy i ma tendencję do bycia niezwykle popularną (pomimo ostatnich kontrowersji wokół H-1B). Jak argumentuję w mojej książce, taka imigracja jest wyraźnie korzystna, tak że większość wyborców intuicyjnie rozumie, dlaczego jej zwiększenie ma sens. Ta sama dynamika jest widoczna w Japonii. Jednak w przeciwieństwie do wielu innych krajów OECD, które potrzebują głównie wysoko wykwalifikowanych pracowników, Japonia wyraźnie zyskałaby na znacznie szerszym miksie.
Lekcje, jakie wyniosłem o migracji w Japonii
To prowadzi mnie do tego, co może być najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyłem się w Japonii. W przeciwieństwie do tego, w co wierzy wielu centrystycznych analityków na podstawie swojego amerykańskiego lub europejskiego doświadczenia, Japonia pokazuje, że wyraźnie korzystna imigracja jest znacznie szersza niż po prostu przyciąganie najlepszych i najzdolniejszych. Niedobory na rynku pracy mogą być realne w całej gospodarce. Spacerując po Japonii — zwłaszcza poza wielkim Tokio — szybko widać, że firmy mają trudności ze znalezieniem pracowników nie dlatego, że płace są niskie lub warunki złe, ale dlatego, że większość ludzi w okolicy jest stara i już na emeryturze.
Niektórzy analitycy, których szanuję, jak Adam Ozimek i Connor O’Brien, wyrażali uzasadniony sceptycyzm wobec ścieżek imigracyjnych opartych na niedoborach na rynku pracy. Te mierniki są trudne do zdefiniowania i łatwo sobie wyobrazić, jak mogłyby być wykorzystywane, zwłaszcza gdy firmy chcą specjalnych wyjątków, by zatrudniać więcej zagranicznych pracowników za niższe płace. Jednak gdy niedobory są strukturalne i oczywiste, jak w Japonii, i wynikają z wieku, a nie z błędów politycznych, logika dopasowywania zagranicznych pracowników do konkretnych potrzeb staje się znacznie trudniejsza do odrzucenia.
W codziennym życiu Japonii imigracja jest już coraz bardziej wpleciona w tkankę społeczną. To nie przyszła perspektywa, ale obecna rzeczywistość. Nawet starsi mieszkańcy wiejskich miasteczek mówili mi, że bez wietnamskiego właściciela sklepu z ramenem czy filipińskiej pielęgniarki w przychodni byłoby pusto. Ci ludzie nie są kosmopolitami, ale gdy korzyści z imigracji są widoczne i bliskie — otwarte witryny, funkcjonujące placówki opieki, przystępne ceny jedzenia — postawy łagodnieją niezależnie od wcześniejszych uprzedzeń. Imigracja przestaje być abstrakcją i staje się pytaniem o to, czy miasteczko może utrzymać otwartą szkołę i obsadzoną kadrą szpitalną, a nie pytaniem o „tożsamość”.
Amerykanie często mają trudność, by to zobaczyć, bo nasza sytuacja demograficzna, choć się pogarsza, nie jest tak dramatyczna. Mamy już dużą obecność imigrantów, więc kontrfaktyczną sytuację — jak wyglądałyby nasze społeczności bez imigracji — trudno sobie nawet wyobrazić. Jak niedawno zauważyła Virginia Postrel, przekształcenie się Stanów Zjednoczonych w „normalny, ustabilizowany kraj, a nie naród ambitnych ludzi szukających lepszego życia” w połowie XX wieku było receptą na stagnację. Japonia prawdopodobnie też potrzebuje więcej ambitnych ludzi wszelkiego rodzaju, jeśli ma nadzieję odwrócić swój upadek.
Kolejna powiązana idea, której nie doceniałem w pełni przed Japonią, to znaczenie imigracji „opartej na szkoleniu”. Zwolennicy wysoko wykwalifikowanej imigracji często argumentują, że wykwalifikowane ścieżki przynoszą większe długoterminowe korzyści, co jest prawdą. Ale zakładają też, że umiejętności to coś, co pracownicy przynoszą ze sobą dzięki edukacji przed migracją lub nabywają dopiero po przyjeździe w formalnych programach. To, co Japonia podkreśla, to fakt, że umiejętności mogą być nabywane bezpośrednio w pracy, czasem skuteczniej niż w szkole. Jej system — choć niedoskonały — pokazuje, jak ustrukturyzowane, nadzorowane programy pracy mogą rozwijać umiejętności, jednocześnie odpowiadając na pilne potrzeby rynku pracy. To nie jest zastępstwo dla wykwalifikowanej imigracji, ale rozszerza zestaw komplementarnych legalnych ścieżek, które wyborcy mogą postrzegać jako wyraźnie korzystne.
Mimo to, duże bariery pozostają
Mimo to, duże bariery pozostają, jeśli Japonia ma nadzieję w pełni wykorzystać korzyści z imigracji. Naturalizacja jest rzadka nawet dla długoletnich rezydentów. Rynki mieszkaniowe są trudne do nawigacji dla obcokrajowców. Nauka języka jest niedofinansowana. Licencjonowanie zawodowe jest nieprzejrzyste. Wielu zagranicznych rezydentów pozostaje wykluczonych z pełnego uczestnictwa pomimo lat legalnej pracy. Uprzedzenia pojawiają się w subtelny sposób: turyści są pouczani za łamanie niepisanych zasad, a rezydenci borykają się z nieskończoną papierkową robotą i podejrzliwością ze strony właścicieli mieszkań czy urzędników. Ale to nie są niezmienne cechy japońskiego społeczeństwa. To problemy projektowania polityk, które można naprawić jaśniejszymi zasadami i bardziej konsekwentnym egzekwowaniem.

Szersza lekcja z Japonii jest taka, że nie istnieje tajny składnik dobrobytu. Dobre projektowanie polityk może sprawić, że codzienność wydaje się wyjątkowa, czy to w zagospodarowaniu przestrzennym umożliwiającym niezliczone restauracje, czy w stopniowych środkach imigracyjnych łagodzących upadek bez wywoływania reakcji zwrotnej. Złe projektowanie — lub zwykłe zaniedbanie instytucjonalne — może szybko zniweczyć te korzyści.
Jeśli postęp oznacza więcej ludzi żyjących lepiej, Japonia pokazuje zarówno obietnicę, jak i ryzyko. Obietnicą jest to, co dobrze zaprojektowane zasady mogą zapewnić. Ryzykiem jest to, co się dzieje, gdy załamanie demograficzne popycha nawet dobrze zarządzane społeczeństwo ku upadkowi. Wzrost gospodarczy zapewnia komfort na dekady, nawet gdy się zatrzymuje — ale ten komfort ostatecznie zanika, jeśli nowy postęp nie nadejdzie.
Chciałbym podziękować ludziom z The Roots of Progress i Blog-Building Intensive Fellowship za zachęcenie mnie do opublikowania bardziej osobistego eseju. Szczególne podziękowania dla Mike’a Riggsa, Ariel Patton, Karthika Tadepalliego i Kelly Vedi, wśród innych, za ich komentarze do wcześniejszych wersji tekstu.
Mój sabbatical odbywał się jesienią 2024 roku. ↩
